Uwa­ga: Część III opo­wia­da­nia jest z per­spek­ty­wy innej boha­ter­ki – Tama­ry. Pozo­sta­łe czę­ści moż­na zna­leźć w lin­kach (wystar­czy wci­snąć numer części).

Część I

Część II

Kie­dy zre­zy­gno­wa­łam ze stu­diów, a tym samym pokłó­ci­łam się z ojcem i Anią, myśla­łam, że życie będzie o wie­le trud­niej­sze. Wypro­wa­dzi­łam się z miesz­ka­nia, w któ­rym do tej pory miesz­ka­łam, ale nie na swo­je. Ze wzglę­du na brak pie­nię­dzy musia­łam zamiesz­kać z Mają
i Kami­lą. Nie było to pro­ste, gdyż miesz­ka­nie z pew­no­ścią nie było dosto­so­wa­ne do trzech loka­to­rów. Przez dłuż­szy czas nie mogłam dokła­dać się do czyn­szu, ale dziew­czy­ny w jakimś stop­niu to rozu­mia­ły. W koń­cu, po wie­lu pró­bach, posta­no­wi­łam się pod­dać i odpu­ścić szu­ka­nia pra­cy w jakiejś redak­cji. To dziw­ne, że nawet cza­so­pi­sma, któ­re od cza­su do cza­su publi­ko­wa­ły moje arty­ku­ły, nie chcia­ły zatrud­nić mło­dej dziew­czy­ny, nawet na pół eta­tu. Wol­ny czas prze­zna­czy­łam na dal­sze pisa­nie powie­ści, któ­rą zaczę­łam jesz­cze będąc w liceum. Nie ocze­ki­wa­łam cudów, ale to przy­naj­mniej pozwa­la­ło mi się w jakiś spo­sób odstre­so­wać.
I wresz­cie nastał ten moment, kie­dy mia­łam wiel­kie wyrzu­ty sumie­nia. To był czas na zna­le­zie­nie pra­cy nie w zawo­dzie, z któ­rym chcia­łam złą­czyć swo­ją przy­szłość, a gdzie­kol­wiek. I padło na maka. Pierw­sze dni były cięż­kie, ale szyb­ko przy­swo­iłam wie­dzę odno­śnie obsłu­gi kawy, kasy i pako­wa­nia zamó­wień. Pra­ca marzeń! Oczy­wi­ście jest to sar­kazm. Potrze­bo­wa­łam jedy­nie pie­nię­dzy. Zwłasz­cza pod koniec czerw­ca, kie­dy Kami­la stwier­dzi­ła, że wypro­wa­dzi się do inne­go miesz­ka­nia, ale już po waka­cjach, aby nie pła­cić dodat­ko­wo za czynsz. Rodzi­ce Mai nale­ga­li, aby wró­ci­ła na prze­rwę mię­dzy­se­me­stral­ną do domu rodzin­ne­go, sko­ro i tak nie pra­cu­je. Szczę­ście w nie­szczę­ściu. Nie trze­ba było szu­kać nowe­go miesz­ka­nia, a jed­no­cze­śnie pozo­sta­ła­bym sama. Kami­la z Mają poje­cha­ły do rodzin­nych miej­sco­wo­ści, ja cho­dzi­łam do pra­cy, a wol­ny czas spę­dza­łam na pisa­niu. Nawet nie wie­dzia­łam kie­dy doszłam do punk­tu kul­mi­na­cyj­ne­go. A co gor­sza, nie wie­dzia­łam kie­dy z dwu­stu stron pli­ku zro­bi­ło się ich pra­wie tysiąc!

Nie ma też co zanu­dzać tym wszyst­kim. Przejdź­my do października.

Kil­ka tygo­dni przed roz­po­czę­ciem roku aka­de­mic­kie­go, wszy­scy stu­den­ci zasta­na­wia­li się czy powró­cą na uczel­nie, czy zno­wu będą kon­ty­nu­ować naukę zdal­nie. Na szczę­ście nie musia­ła się tym mar­twić. Koniec koń­ców wyszło na to, że zaję­cia będą sta­cjo­nar­nie. Maja powró­ci­ła do miesz­ka­nia już na począt­ku wrze­śnia. Sama stwier­dzi­ła, że nie może już wytrzy­mać w tam­tym domu. Naj­wy­raź­niej woli miesz­ka­nie w więk­szym mie­ście, w dodat­ku w „swo­im” miesz­ka­niu. Nie ukry­wam, byłam prze­szczę­śli­wa. Poma­łu zaczy­na­łam wario­wać będąc sama wśród czte­rech ścian. Cią­gle wydzwa­niał do mnie numer, któ­ry dosko­na­le zna­łam. Nie chcia­łam jed­nak odbie­rać. Nie mia­łam ocho­ty na popsu­cie sobie humo­ru roz­mo­wą i proś­bą o zoba­cze­nie się.

Kie­dy sie­dzia­łam przed lap­to­pem i myśla­łam nad zakoń­cze­niem obec­ne­go wąt­ku opo­wie­ści, usły­sza­łam roz­bi­ja­ją­cy się talerz w kuch­ni. Od razu zerwa­łam się z miej­sca
i ruszy­łam w stro­nę źró­dła hałasu.

– Co się sta­ło? – zapy­ta­łam zanim jesz­cze weszłam do pomiesz­cze­nia. Zoba­czy­łam schy­la­ją­cą się Maję, któ­ra pró­bo­wa­ła zebrać kawał­ki tale­rza i kil­ka kro­pli krwi.

– To nic takie­go. Wyśli­zgnął mi się z ręki. Zaraz to posprzą­tam – odpo­wie­dzia­ła
i kon­ty­nu­owa­nie zbierania.

­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­­–­­­ Na pew­no? Cze­kaj, znaj­dę jakieś pla­stry. – Się­gnę­łam do szaf­ki z apteczką.

– Na pew­no. Pora­dzę sobie. – Uśmiech­nę­ła się niemrawo.

Pod­nio­słam jedy­nie ręce w ramach zgo­dy i zosta­wi­łam jej mały pla­ster na bla­cie. Wró­ci­łam do pisa­nia nie zwra­ca­jąc uwa­gi na zacho­wa­nie ukochanej.

We względ­nym spo­ko­ju i zadu­mie dotrwa­ły­śmy do listo­pa­da. Wszyst­ko toczy­ło się dobrze, choć cza­sa­mi zauwa­ża­łam, że Maję coś tra­pi, o czym nie chcia­ła mi mówić. Przez uczel­nię spę­dza­ły­śmy ze sobą mniej cza­su, cho­ciaż dziew­czy­na mia­ła o wie­le mniej przed­mio­tów, niż w ubie­głym roku. Czę­sto spę­dza­ła czas na mie­ście, ze zna­jo­my­mi. Nie chcia­ła mnie zabie­rać mówiąc: Będzie­my gadać o bzde­tach zwią­za­nych z uczel­nią. Zanu­dzisz się na śmierć. Stwier­dzi­łam, że może mieć rację, ale w momen­cie, kie­dy wra­ca­ła w sta­nie nie­lek­kie­go upo­je­nia alko­ho­lo­we­go, zaczę­łam się deli­kat­nie mówiąc dener­wo­wać. Nie­ste­ty, na następ­ny dzień nie chcia­ła rozmawiać.

Gdy pew­ne­go dnia powie­dzia­ła, że zaraz po uczel­ni idą ze zna­jo­my­mi na piwo, stwier­dzi­łam, że wybio­rę się razem z nimi, bo mam dość sie­dze­nia w miesz­ka­niu. Oczy­wi­ście nie powie­dzia­łam jej o tym. Zna­łam jej plan zajęć, więc poja­wi­łam się na uczel­ni kil­ka minut przed koń­cem ostat­nie­go wykła­du i cze­ka­łam przy por­tier­ni, gdzie była jedy­na szat­nia. Gdy wybi­ła godzi­na 16:45 stu­den­ci jak sza­le­ni zaczę­li prze­py­chać się po swo­je kurt­ki. W odda­li zauwa­ży­łam swo­ją dziew­czy­nę. Chcia­łam do niej podejść, aby zro­bić jej nie­spo­dzian­kę, ale nie spo­dzie­wa­łam się tego, że zaraz będę musia­ła wybiec z uczel­ni ze łza­mi w oczach. Zbyt duża histe­ria? Nie wie­dzia­łam. Po pro­stu po tym, gdy zoba­czy­łam uko­cha­ną i chło­pa­ka, któ­ry „na poże­gna­nie” cału­je ją w czo­ło, wycią­gnę­łam swo­je wnio­ski. To dla­te­go ostat­nio była taka małomówna?

Po tym, jak wybie­głam z uczel­ni, od razu wsia­dłam w pierw­szy lep­szy auto­bus
i poje­cha­łam na ostat­nią sta­cję. Nawet nie wie­dzia­łam gdzie jestem. Nie zna­łam tego miej­sca, a było to na kom­plet­nym zadu­piu mia­sta. Pięk­nie się wte­dy urzą­dzi­łam. Stwier­dzi­łam, że czas na spa­cer, aby prze­my­śleć ostat­nie tygo­dnie. Może zamiesz­ka­nie razem to nie był dobry pomysł? Za bar­dzo ją przy­tło­czy­łam? Ale dla­cze­go? Dla­cze­go nie powie­dzia­ła mi od razu? Po dotar­ciu w miej­sce, któ­re w mia­rę koja­rzy­łam, odpa­li­łam nawi­ga­cję, aby zna­leźć naj­bliż­szy bar. Na depre­sję naj­lep­sza wód­ka i póź­niej­sze konsekwencje.

                                                                                                                                            ~***~

Następ­ne­go dnia obu­dził mnie głos dwój­ki mężczyzn.

– Pro­szę Pani, pro­szę wstać. Ław­ka w par­ku miej­skim to nie miej­sce do spa­nia – powie­dział jeden z nich moc­nym głosem.

Gdy moje oczy odzy­ska­ły ostrość po pew­nie dłu­giej drzem­ce, spoj­rza­łam na nich
i uświa­do­mi­łam sobie, że to policja.

– Doku­men­ty popro­si­my. – Widzia­łam wycią­gnię­tą dłoń.

Dopie­ro w momen­cie, kie­dy zaczę­łam mimo­wol­nie szu­kać port­fe­la uświa­do­mi­łam sobie, jak moc­no wychło­dzo­na jestem. Z tru­dem zna­la­złam dowód oso­bi­sty, któ­ry poda­łam panom. Aż dziw­ne, że nikt do tej pory mnie nie okradł.

– Pani Tama­ro, będzie man­dat. Pro­szę iść do domu. – Po chwi­li pisa­nia wyż­szy poli­cjant oddał mi mój doku­ment oraz świ­stek z man­da­tem, ukło­nił się i odszedł wraz ze swo­im partnerem.

Gdy już odcho­dzi­li usły­sza­łam, jak bia­do­li­li nad mło­dy­mi oso­ba­mi wpa­da­ją­cy­mi w nałóg. Cóż, dużo mło­dych popa­da­ło w alko­ho­lizm czy nar­ko­ma­nię, ale bez prze­sa­dy. Prze­cież do nich nie należałam…

Pod­nio­słam się z ław­ki i pró­bo­wa­łam roz­pro­sto­wać zmar­z­nię­te koń­czy­ny. Wycią­gnę­łam tele­fon, któ­ry naj­wi­docz­niej się roz­ła­do­wał, gdyż nie reago­wał na żad­ne polecenie.

– Kur­wa… — Rozej­rza­łam się dooko­ła pró­bu­jąc przy­po­mnieć sobie coś z zeszłej nocy oraz dowie­dzieć się w jakim miej­scu jestem.

Wsta­łam i zaczę­łam iść w kie­run­ku naj­bliż­sze­go przy­stan­ku, aby dowie­dzieć się, gdzie tak wła­ści­wie się znaj­du­ję. Mogłam spy­tać o to poli­cjan­tów, ale jesz­cze nie do koń­ca koja­rzy­łam co się tak wła­ści­wie dzie­je. Oka­za­ło się, że byłam kil­ka przy­stan­ków od miesz­ka­nia, więc pocze­ka­łam na auto­bus. Poma­łu zaczy­na­ło do mnie docho­dzić dla­cze­go zna­la­złam się w takim miej­scu. Uczel­nia, Maja z jakimś chło­pa­kiem, drin­ki… dużo drin­ków. Bałam się myśleć co dzia­ło się w klu­bie, gdy tyl­ko z nie­go wyszłam. Kil­ka prze­cznic dalej wysia­dłam i skie­ro­wa­łam się pro­sto do blo­ku, aby następ­nie sta­nąć przed drzwia­mi miesz­ka­nia i cze­kać na zba­wie­nie. Bałam się tam wejść. Nie wie­dzia­łam co mia­ła­bym zro­bić. Po chwi­li wycią­gnę­łam klu­cze i weszłam do środ­ka. Na przy­wi­ta­nie zoba­czy­łam Maję, któ­ra sie­dzia­ła na kanapie.

– Masz mi coś do powie­dze­nia? – zapy­ta­ła wście­kłym głosem.

Nie ode­zwa­łam się. Wzru­szy­łam jedy­nie ramio­na­mi, zaczę­łam się roz­bie­rać, a następ­nie poszłam do łazien­ki. Potrze­bo­wa­łam gorą­ce­go prysz­ni­cu. Będę na bank cho­ra. Usły­sza­łam za sobą kro­ki, a następ­nie cień posta­ci, któ­ry zagro­dził mi dal­szą drogę.

– To chy­ba ja tu powin­nam być zła. Gdzie ty byłaś przez całą noc? Mar­twi­łam się.

– Wyszłam ze zna­jo­my­mi. Chy­ba taki stan rze­czy powi­nien być ci na rękę. Prze­cież mia­łaś wol­ne miesz­ka­nie – odpo­wie­dzia­łam zgryź­li­wie przy­po­mi­na­jąc sobie sce­nę z uczelni.

– Słu­cham? – zapy­ta­ła się zdziwiona.

– Prze­puść mnie. Muszę się wyką­pać. Mam do robo­ty na wie­czór, a chcia­ła­bym się jesz­cze prze­spać. – Deli­kat­nie ją ode­pchnę­łam i ruszy­łam dalej zamy­ka­jąc drzwi przed jej nosem. W dodat­ku na zamek, cze­go nie prak­ty­ko­wa­łam od bar­dzo dawna.

Jesz­cze przez chwi­lę sły­sza­łam jak się dobi­ja­ła, ale zaraz dźwię­ki zagłu­szy­ła woda. Tak. To było mi potrzeb­ne. Spo­kój i gorą­cy prysz­nic. I czas na namy­sły. Może źle pomy­śla­łam? Może to rze­czy­wi­ście był tyl­ko kole­ga? Może popa­dam w za dużą para­no­ję? Cho­ler­nie zale­ży mi na tym związ­ku. Pierw­szy raz czu­ję się tak dobrze. Bez uży­wek, bez kłót­ni, bez zbęd­nych osób w rela­cji. Mia­łam wystar­cza­ją­ce doświad­cze­nie ze wszyst­kim wcze­śniej wymie­nio­nym. Nie chcia­łam do tego wra­cać. Było mi dobrze. Nawet jeże­li prze­szłość do mnie wra­ca­ła, a ja sku­tecz­nie ją blokowałam.

Gdy skoń­czy­łam kąpiel poszłam prze­brać się w coś wygod­ne­go i wziąć na wszel­ki wypa­dek jakieś leki na odpor­ność. Po takiej nocy na stów­kę się przy­da­dzą. Pod­łą­czy­łam tele­fon, aby po chwi­li zoba­czyć milion połą­czeń od Mai, Kami­li i Anki. Oraz dwa smsy.

Od: Nie­zna­ny

Treść: Tama­ra, pro­szę, poroz­ma­wiaj­my. Jestem w two­im mie­ście. Chcę wszyst­ko wyjaśnić. 

Od: Nie­zna­ny

Treść: Jestem już czy­sta. Nie bio­rę, nie piję. Zmie­ni­łam się. Zale­ży mi na tobie.

Czy ona mogła­by mi dać spo­kój? Wystar­cza­ją­co się już przez nią nacier­pia­łam. Zmie­ni­ła się? Na pew­no. Nie wie­rzy­łam w ani jed­no sło­wo z tych smsów. Rzu­ci­łam tele­fo­nem na łóż­ko i poszłam do salo­nu, gdzie dalej sie­dzia­ła Maja.

– Nie wiem gdzie byłam. Gdzieś na pew­no – mruk­nę­łam sia­da­jąc obok niej.

– Dla­cze­go nie odbie­ra­łaś? – spy­ta­ła już mniej zła niż wcześniej.

– Roz­ła­do­wał mi się tele­fon. A teraz ja o coś zapy­tam. – Spoj­rza­łam się na nią. Chcia­łam się upew­nić. – Kim jest ten chłopak?

– Jaki chło­pak? – Wyglą­da­ła na zasko­czo­ną, ale jed­no­cze­śnie… zdenerwowaną?

– Byłam wczo­raj na uczel­ni. Widzia­łam cię z pew­nym bru­ne­tem. Ten poca­łu­nek w czo­ło nie wyglą­dał na czy­sto przy­ja­ciel­ski. Kim on jest?

Cisza.

Cisza.

Cisza.

To mnie w czymś utwierdzało.

Wsta­łam i zamknę­łam się w poko­ju. Doszłam do wnio­sku, że wszech­świat mnie nienawidzi.

                                                                                                                                               ~***~

Spę­dzi­łam w poko­ju zale­d­wie kil­ka godzin, aż nie musia­łam iść do pra­cy. Cie­szy­łam się, że mia­łam wie­czor­ną zmia­nę. Wie­dzia­łam, że jak wró­cę Maja powin­na już spać. Prze­li­czy­łam się, bo zaraz po wej­ściu do miesz­ka­nia, cze­ka­ła na mnie kola­cja i dwie lamp­ki wina.

– Zapo­mnia­łaś, że jesz­cze tu miesz­kam? Szyb­ka jesteś – mruk­nę­łam na wej­ściu odwie­sza­jąc płaszcz.

– Poroz­ma­wiaj­my na spokojnie.

– O czym? O tym, że za moimi ple­ca­mi uma­wiasz się z jakimś typem? Słu­chaj, wiem, że na począt­ku nie byłaś pew­na tego związ­ku, ale mogłaś mi o tym powie­dzieć zanim zdą­ży­łam się tak zaan­ga­żo­wać. Już zaczę­łam szu­kać jakiejś klit­ki, nie martw się.

– Tama­ra, pro­szę, wysłu­chaj mnie. – W jej oczach widzia­łam łzy.

Zamil­kłam i usia­dłam przy sto­le. Posta­ra­ła się, moje ulu­bio­ne kre­wet­ki w winie. Aż chcia­łam zacząć je jeść. Po kil­ku­na­stu tygo­dniach spę­dzo­nych wśród fry­tek, bur­ge­rów i innych wra­pów mia­łam już dość fast foodów. Gdy na to patrzy­łam cie­kła mi ślinka.

– Ja będę jeść, a ty mów – powie­dzia­łam bio­rąc wide­lec do ręki.

– Dobrze. – Wes­tchnę­ła jak­by z ulgą i usia­dła naprze­ciw­ko. – Michał jest z mojej gru­py labo­ra­to­ryj­nej. My… Kil­ka mie­się­cy temu coś się mię­dzy nami wyda­rzy­ło, a przy­naj­mniej tak mi powie­dział. Obo­je byli­śmy pija­ni, a ja obu­dzi­łam się u nie­go w miesz­ka­niu. Nie wie­dzia­łam co robić, żało­wa­łam tego. Bałam ci się o tym powie­dzieć. Kocham cię i wiesz, że nie chcę cię skrzywdzić.

Zamu­ro­wa­ło mnie. Czy­li jed­nak mia­łam rację. Gdy tego słu­cha­łam żołą­dek zaczął pod­cho­dzić mi do gar­dła. Odło­ży­łam wide­lec i wypi­łam całą lamp­kę wina.

– Chcesz być z nim, czy ze mną? – zada­łam jej pierw­sze pyta­nie, jakie przy­szło mi na myśl.

– Kocham cię! – Nagle wsta­ła zza sto­łu i klęk­nę­ła przede mną. – Żału­ję tego, co się wyda­rzy­ło. Pro­szę, nie odchodź.

Nie wie­dzia­łam co zro­bić. Zra­ni­ła mnie, cho­ciaż sama nie była pew­na czy coś doszło mię­dzy nią a tym… Michałem.

– Zada­łam inne pyta­nie. Chcesz być ze mną czy z NIM? – powtó­rzy­łam pytanie.

– Z tobą. On nic dla mnie nie zna­czy, napraw­dę – odpo­wie­dzia­ła bez zastanowienia.

– Więc zerwij z nim jakie­kol­wiek kon­tak­ty. Nie chcę o nim wię­cej sły­szeć. Nie chcę was wię­cej razem zoba­czyć – powie­dzia­łam przez zaci­śnię­te zęby.

Rów­nież ją kocha­łam. Skrzyw­dzi­ła mnie i to bar­dziej niż każ­de z poprzed­nich osób, z któ­ry­mi się spo­ty­ka­łam. Czy była­bym w sta­nie jej wyba­czyć? Tak, choć będzie to trud­ne. Na pew­no teraz nie będzie tak samo, jak wcześniej.

– Zro­bię wszyst­ko, co tyl­ko chcesz. To był cho­ler­ny błąd.

Po tych sło­wach już żad­ne z nas się nie ode­zwa­ło. Dokoń­czy­łam swo­ją por­cję i pozo­sta­łą część wina z butel­ki, a następ­nie mach­nę­łam dło­nią i poszłam do poko­ju. Musia­łam się prze­spać. I gdy już zasy­pia­łam usły­sza­łam ping. Zer­k­nę­łam na telefon.

Od: Nie­zna­ny

Treść: Widzę, że jesteś dalej w for­mie. Faj­ne cia­ło. Spo­tkaj się ze mną albo fot­ki i kil­ka pry­wat­nych infor­ma­cji wylą­du­je u odpo­wied­nich osób. 

Załącz­nik:

IMG203_23.jpg
IMG203_24.jpg
IMG203_25.jpg

Ciąg dal­szy nastąpi…

Źró­dło obra­zu: pixabay.com