Walentynki

Autor: M. Muszyńska 

love-47952_1280

Ser­dusz­ka, kwia­ty, bom­bo­nier­ki, biżu­te­ria, a tak­że wypa­dy do kina, teatru czy roman­tycz­ne kola­cje, to typo­we ele­men­ty świę­ta zako­cha­nych, któ­re w wie­lu kra­jach na świe­cie obcho­dzo­ne jest 14 lutego.


Walen­tyn­ki, czy­li świę­to zako­cha­nych, były następ­stwem wywo­dzą­ce­go się ze sta­ro­żyt­ne­go świę­ta Luper­ka­lia, któ­re­go patro­nem był Bożek Faun. Pod­czas tego świę­ta męż­czyź­ni loso­wa­li imio­na kobiet, któ­re to sta­wa­ły się ich part­ner­ka­mi na zaba­wę, a nie rzad­ko tak­że na całe życie. Z cza­sem jed­nak świę­to to ustą­pi­ło miej­sca Walen­tyn­kom, któ­rych histo­ria począt­ko­wo nie była optymistyczna.


A było to tak. Z chwi­lą przy­ję­cia Chrze­ści­jań­stwa przez Euro­pej­czy­ków, świę­to zako­cha­nych zaczę­to obcho­dzić 14 lute­go, a jego patro­nem stał się pocho­dzą­cy ze Sta­ro­żyt­ne­go Rzy­mu Świę­ty Walen­ty. Był on wybit­nym leka­rzem, któ­ry cha­rak­te­ry­zo­wał się tak­że głę­bo­ką wia­rą. Z tego powo­du z cza­sem stał się duchow­nym. W tym miej­scu nale­ży pod­kre­ślić że w owym cza­sie, kie­dy to Rzy­mem rzą­dził cesarz Klau­diusz, ogło­szo­no zakaz udzie­la­nia ślu­bów żoł­nie­rzom. Wte­dy Świę­ty Walen­ty sta­now­czo sprze­ci­wił się owe­mu zaka­zo­wi i w peł­nej kon­spi­ra­cji udzie­lał ślu­bów zako­cha­nym wojow­ni­kom. To jed­nak nie koniec jego zasług. Męż­czy­zna bowiem uzdro­wił cór­kę żoł­nie­rza, któ­ra ze wzglę­du na nie­peł­no­spraw­ność (była nie­wi­do­ma), nie była w sta­nie pod­bić ser­ca żad­ne­go mło­dzień­ca.  Świę­ty Walen­ty za swo­ją kon­spi­ra­cyj­ną dzia­łal­ność został ska­za­ny na śmierć. Jed­nak przed doko­na­niem egze­ku­cji, napi­sał on list, do uzdro­wio­nej przez sie­bie kobie­ty, z bło­go­sła­wień­stwem oraz wyra­że­niem nadziei na to, iż nie­ba­wem spo­tka ona miłość swo­je­go życia. Pod­pi­su­jąc się przy tym „Twój Walen­ty”. Od tam­tej pory Świę­to Zako­cha­nych zaczę­to obcho­dzić w wie­lu kra­jach świa­ta. Tego dnia wysy­ła­my sobie liści­ki lub laur­ki, będą­ce dowo­dem miło­ści, przy­jaź­ni czy sym­pa­tii doda­jąc dopi­sek „Twój Walenty”. 


Jed­nak „co kraj to oby­czaj” i to stwier­dze­nie tyczy się tak­że Walen­ty­nek. Jeste­ście cie­ka­wi jak owe świę­to cele­bro­wa­ne jest w Pol­sce, Sta­nach Zjed­no­czo­nych, Japo­nii czy Wiel­kiej Brytanii?


W Pol­sce Walen­tyn­ki zaczę­to obcho­dzi ofi­cjal­nie 14 lute­go, w latach dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głe­go stu­le­cia. Wcze­śniej zako­cha­ni swo­je świę­to obcho­dzi­li w trak­cie Nocy Kupa­ły, czy­li roz­po­czę­cia kalen­da­rzo­we­go lata. Pod­czas tego wyda­rze­nia kobie­ty wrzu­ca­ły wian­ki do rze­ki, odby­wa­ły się też roz­ma­ite zaba­wy, takie jak, np. sko­ki przez ogień. Wszyst­kie te atrak­cje były jed­nak owia­ne tajem­ni­cą, aby w ten spo­sób zapew­nić uczest­ni­kom szczę­ście i pomyślność.


Liści­ki miło­sne, kie­ro­wa­ne w szcze­gól­no­ści do kobiet, upo­wszech­ni­ły się na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej dzię­ki bry­tyj­skie­mu poecie, któ­ry był pre­kur­so­rem kar­tek walen­tyn­ko­wych. Jako pierw­szy posta­no­wił wrę­czyć tak nie­spo­dzie­wa­ny upo­mi­nek swo­jej uko­cha­nej mał­żon­ce. I ta tra­dy­cja trwa do dziś, powo­du­jąc uśmiech na twa­rzach wie­lu kobiet.


Jeśli w dzie­ciń­stwie marzy­li­ście, żeby być choć jeden dzień doro­słym, żałuj­cie że nie żyli­ście wów­czas w Anglii. Tam bowiem, pod­czas świę­ta zako­cha­nych, dzie­cia­ki prze­bie­ra­ły się za doro­słych, a następ­nie odwie­dza­ły pobli­skie domy ze śpie­wem na ustach. W cza­sie tej, zapew­ne fascy­nu­ją­cej, a zara­zem jak­że „doro­słej i poważ­nej misji”, gru­py dzie­cia­ków śpie­wa­ły pio­sen­ki o miło­ści, w któ­rych wie­lo­krot­nie powta­rza­nym wer­sem, peł­nią­cym funk­cję refre­nu, był cytat „Dzień dobry Walen­ty”. W tym kra­ju naj­po­pu­lar­niej­szym pre­zen­tem w dniu świę­ta zako­cha­nych są kar­to­no­we ser­dusz­ka z posta­cia­mi Szek­spi­row­skie­go dra­ma­tu. Jakie­go? Domy­śl­cie się sami.


Kolej­nym pań­stwem, w któ­rym chęt­nie obda­ro­wy­wa­no się upo­min­ka­mi, jest Walia.
W tym kra­ju do kul­to­wych upo­min­ków nale­żą drew­nia­ne łyżecz­ki z moty­wem ser­dusz­ka, kłód­ki miło­ści czy klu­cze. Wszyst­kie te ele­men­ty mia­ły bowiem sym­bo­li­zo­wać otwar­cie ser­ca na miłość.


Jako że „Fran­cja to Ele­gan­cja”, 14 lute­go Fran­cu­zi prze­sy­ła­ją swo­im wybran­kom bukie­ty kwia­tów (szcze­gól­nie czer­wo­nych róż), do któ­rych zamiast liści­ków dołą­czo­ne zosta­ją zapro­sze­nia do teatru lub na roman­tycz­ną kolację.


Marzy Wam się dwu­krot­ne świę­to zako­cha­nych? Jeśli tak to pro­po­nu­ję udać się do Czech. W tym kra­ju bowiem, świę­to miło­ści obcho­dzo­ne jest dwu­krot­nie — 14 lute­go oraz 1 maja. To wła­śnie w owe dni Cze­si gro­ma­dzą się na moście Świę­te­go Karo­la w Pra­dze, gdzie zawie­sza­ją kłód­ki miło­ści sym­bo­li­zu­ją­ce nie­prze­rwa­ną i bez­gra­nicz­ną miłość.


Japo­nia — a tu jak zwy­kle ina­czej. W kra­ju tym pod­czas świę­ta zako­cha­nych to kobie­ty obda­ro­wu­ją swo­ich part­ne­rów oraz przy­ja­ciół słod­ki­mi upo­min­ka­mi – są to oczy­wi­ście cze­ko­lad­ki — czyż­by Japoń­czy­cy byli wyznaw­ca­mi zasa­dy „przez żołą­dek do ser­ca”? Aby jed­nak nie doszło do nie­po­ro­zu­mień, wystę­pu­ją dwa rodza­je cze­ko­la­dek — giri-cho­co dla kole­gi i chon­nei-cho­co dla uko­cha­ne­go. Nie myśl­cie jed­nak, że tyl­ko męż­czyź­ni mogą liczyć na upo­mi­nek, gdyż już mie­siąc póź­niej pano­wie mają szan­se zre­wan­żo­wać się kobie­tom pod­czas tak zwa­ne­go „Bia­łe­go Dnia”. Jest to czas, kie­dy to Panie są obda­ro­wy­wa­ne łakociami.


Taj­lan­dia świę­to zako­cha­nych uzna­je za ide­al­ny dzień na zawar­cie związ­ku mał­żeń­skie­go, a tym samym sfor­ma­li­zo­wa­nie go.

Jak widać, każ­dy kraj świę­to zako­cha­nych obcho­dzi na swój uni­wer­sal­ny i jed­no­cze­śnie wyjąt­ko­wy spo­sób. Nale­ży jed­nak pamię­tać, że tego dnia naj­waż­niej­sza powin­na być miłość oraz oso­ba, któ­rą darzy­my tym uczu­ciem. Pre­zen­ty są tyl­ko sym­bo­lem. To, co tak napraw­dę jest waż­ne, zawar­te jest w naszych ser­cach. Tego dnia nale­ży tak­że uświa­do­mić sobie, że aby powie­dzieć komuś „Kocham Cię. Dzię­ku­je, że jesteś”, nie trze­ba cze­kać do dnia zako­cha­nych, lecz nale­ży robić to każ­de­go dnia w roku. Dużo lep­szym pre­zen­tem będzie codzien­na tro­ska
o dru­gą oso­bę, a nie roman­tycz­ny wie­czór raz w roku.