Recenzja filmu pod tytułem „W strefie wojny” w reżyserii Mikael Håfström’a.

Autor: M. Dylewski

soldier-60762_1920

Zosta­je­my prze­nie­sie­ni do nie­od­le­głej przy­szło­ści gdzie Ukra­ina jest celem ata­ku  Rosji. Ponad­to na tere­nie kra­ju wybu­cha epi­de­mia cho­le­ry. W związ­ku z tym pań­stwo zamie­ni­ło się w pole bitwy na któ­rym dzia­ła­ją woj­ska ame­ry­kań­skie, wspie­ra­ne przez ruch opo­ru wal­czą­cy o nie­pod­le­głość Ukra­iny. Pole wal­ki zdo­mi­no­wa­ne jest przez dro­ny oraz „Gam­py” czy­li robo­ty bojo­we.  Głów­ny boha­ter, ame­ry­kań­ski mło­dy żoł­nierz w stop­niu porucz­ni­ka sta­je przed pod­ję­ciem cięż­kiej decy­zji. Jako pilot dro­nu widzi zaata­ko­wa­ne dwa plu­to­ny, oto­czo­ne przez wro­gich żoł­nie­rzy na otwar­tej uli­cy. W odda­li za pomo­cą opto­elek­tro­ni­ki iden­ty­fi­ku­ję cię­ża­rów­kę, któ­ra zmie­rza w cen­trum wal­ki. Jak się oka­zu­ję, pojazd w środ­ku prze­no­si broń, zagra­ża­ją­cą całej zaata­ko­wa­nej gru­pie żoł­nie­rzy. Samo­chód się zatrzy­mu­je, czas zaczy­na pod­le­gać reala­ty­wi­stycz­nej dyla­ta­cji, sekun­dy robią się coraz krót­sze. Nale­ży pod­jąć decy­zję. Śmierć dwóch kole­gów i oca­le­nie trzy­dzie­stu ośmiu czy śmierć całej gru­py. W ete­rze radio­wym robi się gło­śno i gorą­co. Pilot dro­na, porucz­nik Tho­mas Harp podej­mu­je nie auto­ry­zo­wa­ną decy­zję. W ciszy i spo­ko­ju, jedząc żel­ki oraz patrząc na ekran przy­po­mi­na­ją­cy grę kom­pu­te­ro­wą pokro­ju Bat­tle­field czy Call of Duty, odpa­la pocisk. Kla­sycz­ny dyle­mat wago­ni­ka. W związ­ku z powyż­szym porucz­nik tra­fia przed komi­sję ety­ki aby ta skie­ro­wa­ła go do dzia­łań w tere­nie, by mógł posma­ko­wać świa­ta, któ­re­go nigdy nie skosz­to­wał a jed­nak od daw­na kształ­to­wał. Następ­nie zosta­je skie­ro­wa­ny pod skrzy­dła woj­sko­we­go andro­ida w stop­niu kapi­ta­na, o któ­rym prócz Tho­ma­sa, wie­dzą tyl­ko dwie oso­by. Dowia­du­je się o głów­nym anta­go­ni­ście Vik­to­ru Kova­lu, pla­nu­ją­cym uży­cie Ukra­iń­skie­go arse­na­łu ato­mo­we­go w celu zaata­ko­wa­nia USA. Tam zaczy­na się jego przy­go­da, któ­rej celem jest zna­le­zie­nie Vik­to­ra, likwi­da­cja wro­ga oraz nie­do­pusz­cze­nie do ata­ku nukle­ar­ne­go. Na swo­jej dro­dze doświad­cza realiów woj­ny jak rów­nież pozna­je ruch opo­ru. Docie­ra­jąc na miej­sce w któ­rym  mło­dy porucz­nik wraz z andro­idem mają uniesz­ko­dli­wić Vik­to­ra, roz­dzie­la­ją się. Na jaw wycho­dzi, iż Tho­mas Harp był czę­ścią więk­szej intry­gi skru­pu­lat­nie zapla­no­wa­nej przez andro­ida. Huma­no­idal­na maszy­na, któ­ra musia­ła prze­strze­gać kon­kret­nych zasad, wyko­rzy­sta­ła czło­wie­ka skłon­ne­go te zasa­dy łamać do reali­za­cji swo­je­go pla­nu. Bar­dzo inte­re­su­ją­ce przed­sta­wie­nie pro­ble­mu inte­rak­cji na linii czło­wiek-maszy­na. Blo­ko­wa­nie akcji maszy­ny w jed­nym sek­to­rze nie wyklu­cza dzia­łań w innych. Nie liczy się to co jest dozwo­lo­ne, tyl­ko to, co jest zabro­nio­ne. W mię­dzy­cza­sie mło­dy porucz­nik zna­lazł się dokład­nie w tej samej sytu­acji, o jakiej pisa­łem na począt­ku recen­zji. Tym jed­nak razem, to on był akcep­to­wal­ną „stra­tą ubocz­ną”. Koniec fil­mu to sce­na w któ­rej andro­id docie­ra do silo­sów prze­cho­wu­ją­cych broń ato­mo­wą a następ­nie owe silo­sy uru­cha­mia. Na miej­scu poja­wia się Tho­mas Harp z zamia­rem powstrzy­ma­nia tra­ge­dii. Ze stro­ny huma­no­ida pada­ją oskar­że­nia wobec USA i ich dzia­łań na teatrze mię­dzy­na­ro­do­wym a kon­kret­nie o roz­pa­la­nie kon­flik­tów w róż­nych kra­jach. Co ma być moty­wem do dzia­łań inte­li­gent­ne­go robo­ta. Tho­ma­so­wi uda­ję się postrze­lić swo­je­go part­ne­ra a następ­nie prze­pro­wa­dza z nim krót­ki dia­log w któ­rym dowia­du­je się o filo­zo­fii jaka kry­je się za dzia­ła­nia­mi andro­ida. Chwi­lę potem ucie­ka z budyn­ku, któ­ry zosta­je tra­fio­ny poci­skiem, wystrze­lo­nym z dro­nu. Jak to w ame­ry­kań­skim kinie, wszyst­ko koń­czy się dobrze, świat został uratowany.

 

Cie­ka­wa pro­duk­cja cho­ciaż moim skrom­nym zda­niem, motyw filo­zo­ficz­no-moral­ny woj­sko­we­go kon­tak­tu mię­dzy naj­wyż­szym pozio­mem sztucz­nej inte­li­gen­cji a czło­wie­kiem miał wię­cej potencjału.

OCENA: 6/10

6/10